Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

  • 2011-11-01, o 14:07
  • 331
  • 78 507
  • 25
  • 75

Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

Pomyślałam, że napiszę artykuł oparty na moich własnych doświadczeniach. Niektórym może się przydać, niektórym nie. Będzie głównie ku przestrodze, żeby niektórzy nie popełnili tego samego błędu, co ja, a nie po to, żebym mogła się wyżalić. Nie musicie mi współczuć, nie po to to piszę i nie na tym mi zależy. Zależy mi na tym, by ostrzec osoby, które nie mają pojęcia, że niezdrowym odchudzaniem mogą doprowadzić się do ruiny.

Odchudzanie. Wiele osób jest błędnie przekonanych, że wystarczy mniej jeść. Ale ile to jest mniej? Troszkę mniej? A może prawie nic? No właśnie. Znam dużo przypadków, kiedy to osoba, która postanawia schudnąć, stwierdza, że będzie jadła w ciągu dnia tylko jedno jabłko i tak przez miesiąc, a na pewno schudnie do wymarzonej wagi. Albo zastosuje magiczną dietę kapuścianą. Schudnie, owszem. Ale skutki będą opłakane. Poczynając od zrujnowanego zdrowia.

Zacznijmy od mojej historii. Jako dziecko miałam już nadwagę. Rodzice nie poświęcali mi zbyt dużo czasu, bo mieli młodsze dzieci, a ja z braku miłości uciekałam w jedzenie. Nigdy u nas jedzenia nie brakowało, słodyczami podkarmiali mnie sąsiedzi. Skutki wiadome. W wieku 12 lat w wakacje postanowiłam schudnąć. Ot tak, żeby koleżanki i koledzy w szkole w końcu przestali mnie wyzywać od grubasów. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak zrobić to prawidłowo. Rozumek dziecka podpowiedział mi, że powinnam przestać jeść albo jeść tyle co nic. Moje śniadanie, to była piętka od chleba z jakimś dodatkiem (np. kawałek sera, cienkiej szynki itp.), obiad jadłam na możliwie najmniejszym talerzyku, tyle ile się zmieściło, a wiadomo, ile mieści się na najmniejszym talerzu. Prawie nic. Na kolację jabłko. Do tego codziennie 3 godziny na rowerze. Nikt mnie nie pilnował, bo u mnie nie było czegoś takiego, jak wspólny posiłek. Każdy jadł, kiedy chciał, co chciał, ile chciał i gdzie chciał. Nikogo to nie obchodziło. Miałam więc sprawę ułatwioną, mogłam nie jeść i nikt nie zauważył. W ciągu dwóch miesięcy wakacji schudłam 10kg. W szkole pokazałam się odmieniona, zapuściłam włosy, mama kupiła mi nowe ubrania, prawie nikt mnie nie poznał. Przestali mnie wyzywać od grubasów.

Ale to nie koniec. Kiedy poszłam do zawodówki, przytyłam, bo miałam dużo nauki, a żeby móc się uczyć, jadłam więcej. Potem na przemian odchudzałam się jedząc przed szkołą piętkę od chleba i nie zabierając żadnego jedzenia do szkoły, a innego dnia objadałam się do nieprzytomności. Po skończeniu szkoły wzięłam się za siebie porządnie. Znów głodówki, znów intensywne ćwiczenia. Przez chyba cztery miesiące z wagi 90kg zeszłam do 55kg. Moja dieta polegała na tym, że jadłam co 4 dni. A więc 3 dni nic, czwarty dzień obiad i znów nic. Wiem, głupota. Ale wtedy uważałam, że to jedyny najlepszy sposób. Och, naiwności. Hemoglobina spadała mi przez te lata w bardzo szybkim tempie. W wieku 15 lat miałam już HGB 14, w wieku lat osiemnastu 12,5. W wieku dwudziestu lat, 11,5. Czyli lekka anemia.

Ale to nadal nie koniec. Znów przytyłam. Tym razem nie tak bardzo, bo tylko do 70kg. I znów to samo od początku. Ale miałam już anemię, więc zadanie było trudniejsze. Rozpoczęłam kolejne głodówki. Oprócz tego znalazłam cudowny środek w postaci herbatki z senesu. Jak taka herbatka działa? Ano przyspiesza wypróżnianie. Piłam ją codziennie, ekstremalnie zdarzało się, że nawet 4 torebki na dzień. Dwa razy dziennie brałam też duże dawki żelaza, ale moja HGB nie chciała podskoczyć do góry. Mój dzień wyglądał tak:
Śniadanie – jedna kromeczka chleba wasa z kawałkiem cienkiej szynki + zestaw witamin, multiwitamina, żelazo, potas z magnezem i wapń.
Potem z buta do pracy 4km. Czasami biegłam jak byłam spóźniona.
Drugie śniadanie w pracy takie samo jak to pierwsze.
W pracy cały dzień na nogach. Nie siedziałam choć mogłam, ale uznałam, że nie spalę dostatecznie dużo kalorii. Kiedy nie było klientów w sklepie i zbytnio roboty, chodziłam na około regałów, żeby spalać kalorie.
Powrót z pracy na piechotę, znów 4km. Autobusy to było zło wcielone, przecież nie spalałabym kalorii. W domu obiado kolacja w postaci jogurtu dietetycznego. I to było wszystko, co jadłam. Razem dawało to około 400 kalorii. A zapotrzebowanie przeciętnej pracującej kobiety, to jakieś 2500 kalorii. Najniższy pułap, z którego już niżej zejść się nie powinno, bo szkodzi to zdrowiu, to 1400 kalorii. Popijałam moją „przeogromną” kolację herbatką z senesem. Potem godzina na stepperze na największym obciążeniu. A pod wieczór sesja w kibelku. Po niej znów zestaw witamin i spać. Z wagi 70kg zeszłam do 50kg. Ubrania na mnie wisiały. Od czasu do czasu zdarzało się, że miałam napady na lodówkę. Wtedy wyjadałam wszystko, co znalazłam na swojej drodze, z płaskiego brzucha robił mi się nagle brzuch jak u kobiety w ciąży, że aż chodziłam w takim lekkim rozkroku, jak kobieta w ciąży, potem piłam duuuużo senesu, żeby się tego pozbyć.
W upalne lato było mi zimno. Nosiłam dwa swetry i kurtkę. Podczas gdy wszyscy ludzie uciekali od słońca, ja szukałam najbardziej słonecznego miejsca. Nie pociłam się, było mi tak zimno, że myślałam o kolejnym swetrze. Ludzie dziwnie na mnie patrzyli, ale trudno. Coś za coś. Byłam w końcu tak chuda jak nigdy. Ręce trzęsły mi się jak u starszej babci. Czasami nogi same się uginały. Włosy wychodziły garściami, traciłam wzrok. Nie poznawałam ludzi z odległości dwóch metrów. Często mdlałam lub robiło mi się słabo. Miałam problemy z koncentracją, nie mogłam się uczyć, wszystko zapominałam, czasami nie kontaktowałam, co kto do mnie mówił. Ale co tam. Ważny był cel. Zdarzało się, że byłam gdzieś w towarzystwie i tak mi w brzuchu burczało, że aż wstyd. Z badań krwi za każdym razem wychodziła anemia. Witaminy trzymały mnie na chodzie i w ogóle przy życiu. Po dłuższych głodówkach, kiedy to nie jadłam zupełnie nic, większe ilości jedzenia zaczęły wywoływać u mnie odruchy wymiotne i musiałam od nowa przyzwyczajać się do jedzenia. Diagnoza? Anoreksja bulimiczna. Nie poszłam do lekarza. Uznałam, że nie dam się włożyć pod kroplówkę.

Jednak przyszedł moment, że przestałam brać witaminy. Po miesiącu nagle straciłam wszelkie siły. Doszło do tego, że nie mogłam wejść po schodach, dostawałam zadyszki już na trzecim stopniu, serce biło mi w tempie 150 na minutę przy najmniejszym wysiłku, a nawet i bez wysiłku, miałam ataki drgawek. Nogi się uginały pode mną jakbym zamiast mięśni i kości miała watę. Miałam czasami coś takiego, że moje ręce nagle robiły się niewładne, prostowały się, a przedmioty wypadały mi z rąk. Idąc, nie mogłam patrzeć na boki, bo przekręcanie głowy, nawet lekkie, wywoływało zawroty głowy. Mdlałam podczas pobierania krwi, potem musieli mnie pół godziny doprowadzać do porządku, żebym mogła w ogóle iść samodzielnie do domu. Czasami ktoś obcy się litował i odwoził mnie samochodem. Zanikał mi okres. Jako, że normalnie mam obfity, tak podczas choroby miałam tylko delikatne plamienia. A miało być tylko niewinne odchudzanie. Myślałam, że mam wszystko pod kontrolą. Że nic się nie stanie, jak tylko schudnę, przerwę „dietę” i będę jeść normalnie.

Kiedy już zwlekanie się z łóżka zaczęło zajmować mi pół godziny, bo tak mi się kręciło w głowie, że nie mogłam się podnieść, stwierdziłam, że dość tego. Oczywiście powrót do normalnego jedzenia nie był łatwy. Mój organizm odmawiał. Przestałam pić senes, ale i tak każdorazowe zjedzenie czegoś większego kończyło się w ubikacji. I nadal byłam słaba. Ponownie zaczęłam brać witaminy. Po chyba trzech dniach wróciły mi siły, serce przestało wariować, po paru tygodniach przestały mi wypadać włosy. Teraz biorę witaminy co drugi lub trzeci dzień.

Co mi zostało po tym wszystkim? Wrzody żołądka. Anemia. Rozregulowana praca jelit i nadwrażliwość np. na mleko. Ciężka depresja. Spowolnione spalanie. Znów ważę 70kg, a może więcej. Nie wiem, nie ważyłam się ostatnio. Ale już więcej nie popełnię tego błędu. Odchudzanie musi być zdrowe.

O dziwo z anoreksji wyszłam samodzielnie. Nie potrzebowałam lekarza, bo krótko to trwało i to były epizody przerywane. Niecały rok głodówek, potem kilka lat normalnego jedzenia, znów kilka miesięcy głodówek i tak w kółko. Może gdyby trwało np. 5 lat pod rząd, skończyłabym w szpitalu w dużo bardziej opłakanym stanie. Teraz już powoli dochodzę do normy. Ale nie życzę tego nikomu, naprawdę.

W kolejnym artykule napiszę, co zrobić, by schudnąć i nie zniszczyć sobie zdrowia przy okazji. I apel do was. Nawet jeśli się nie odchudzacie, a zauważycie, że ktoś z waszego otoczenia to robi i robi to niezdrowo, odeślijcie go do tego artykułu i kolejnego, który zaraz napiszę. Może dzięki temu nie zrobi sobie krzywdy. Odchudzanie wcale nie jest tak niewinne jak się wydaje.

A może któraś z was ma podobne doświadczenia i chciałaby się nimi podzielić? Śmiało.

KLIK - Zaadoptuj wirtualnego gryzonia i odmóżdżaj się ze mną xD http://www.thielusia.deviantart.com/gallery <- moje prace, zapraszam

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

oj też przechodziłam przez parę diet, i to wymyślonych przez samą siebie. udało mi się schudnąć 10 kg ale kosztem tego że miałam małą anemię, straszne zawroty głowy przez które nie mogłam nawet wstać rano z łóżka, bóle żołądka, problemy z trawieniem, spowolniony metabolizm.neurolog kazała mi przytyć bo pojawiły się również problemy z niskim ciśnieniem. nie wspominając już o kondycji skóry, włosów czy paznokci:/ no i niestety po jakimś czasie przytyłam, i wtedy skończyły się problemy z zawrotami (a to przeszkadzało mi najbardziej). do dziś zostały mi problemy z żołądkiem, niskie ciśnienie, no i niestety strasznie spowolniony metabolizm

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

Ja też jakiś czas miałam niskie ciśnienie. Ale teraz mam w normie a nawet czasami za wysokie Najgorsze są diety głodowe, które powodują szybki spadek wagi. Najbardziej szkodzą.

KLIK - Zaadoptuj wirtualnego gryzonia i odmóżdżaj się ze mną xD http://www.thielusia.deviantart.com/gallery <- moje prace, zapraszam

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

Ja też jakiś czas miałam niskie ciśnienie. Ale teraz mam w normie a nawet czasami za wysokie Najgorsze są diety głodowe, które powodują szybki spadek wagi. Najbardziej szkodzą.

Caenthe

racja, chociaż mi udało się schudnąć raczej bez drastycznych diet. wydawało mi się, że raczej jem normalnie, ale uważałam na to co jem. unikałam mięsa, słodyczy, jadłam na małym talerzu, unikałam ziemniaków i tłustych sosów itp. no i do tego duuużo ćwiczeń.heh neurolog stwierdziła że nie mogę schodzić poniżej 65 kg, bo wtedy mój organizm jakoś tego nie ogrania

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

Unikanie miesa to juz w ogóle najgorsze co można zrobić. Mięso nie tuczy! Mięso to budulec mięsni, zawiera żelazo, bardzo ważny minerał. Jedynie mięso polane tłustymi sosami tuczy Nic dziwnego, że miałas anemię, skoro mięsa unikałaś Ziemniaki też nie tuczą To jest mit. Dostarczają dużo błonnika i witamin, mają mało kalorii. No chyba że poleje się je śmietana lub tłustym sosem, no to wtedy się robi z tego bomba kaloryczna. Ja jak się odchudzałam, nie unikałam ani mięsa (było podstawą diety), ani ziemniaków, ani białego chleba. I chudłam Unikałam jedynie słodyczy, tłustych potraw, fast foodów, polewania potraw śmietaną czy tłuszczem - np. kotlety owijałam chusteczką zeby nadmiar tłuszczu odsączyć. W sumei niektore nawyki zostały mi do dziś. Nie solę nic, tylko od czasu do czasu latem, zeby się nie odwodnić, nie dolewam śmietan i tłuszczu do niczego, nie słodze herbaty itp. Ale nadal nie ptorafię zrezygnować ze słodyczy i to mnie gubi, bo one najbardziej tuczą ;/ Gdybym teraz przestała jeść słodycze i ruszałabym się więcej, to bym schudła... ale nie chce mi się xD

KLIK - Zaadoptuj wirtualnego gryzonia i odmóżdżaj się ze mną xD http://www.thielusia.deviantart.com/gallery <- moje prace, zapraszam

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

Unikanie miesa to juz w ogóle najgorsze co można zrobić. Mięso nie tuczy! Mięso to budulec mięsni, zawiera żelazo, bardzo ważny minerał. Jedynie mięso polane tłustymi sosami tuczy Nic dziwnego, że miałas anemię, skoro mięsa unikałaś Ziemniaki też nie tuczą To jest mit. Dostarczają dużo błonnika i witamin, mają mało kalorii. No chyba że poleje się je śmietana lub tłustym sosem, no to wtedy się robi z tego bomba kaloryczna. Ja jak się odchudzałam, nie unikałam ani mięsa (było podstawą diety), ani ziemniaków, ani białego chleba. I chudłam Unikałam jedynie słodyczy, tłustych potraw, fast foodów, polewania potraw śmietaną czy tłuszczem - np. kotlety owijałam chusteczką zeby nadmiar tłuszczu odsączyć. W sumei niektore nawyki zostały mi do dziś. Nie solę nic, tylko od czasu do czasu latem, zeby się nie odwodnić, nie dolewam śmietan i tłuszczu do niczego, nie słodze herbaty itp. Ale nadal nie ptorafię zrezygnować ze słodyczy i to mnie gubi, bo one najbardziej tuczą ;/ Gdybym teraz przestała jeść słodycze i ruszałabym się więcej, to bym schudła... ale nie chce mi się xD

Caenthe

hehe mam te same nawyki co ty do dziś. też odsączam smażone mięso ręcznik papierowy, bez soli mogłabym żyć, a ziemniaków nie jadam za często bo po prostu jakoś wielce za nimi nie przepadam,,od jakiś 15 lat nie smaruję chleba żadnym masłem, i z mięsa jadam jedynie drób, ze słodyczami też nie przesadzam i jakoś w nadmiarze ich nie jadam a mimo to waga i tak stoi w miejscu:/ ehhh niestety u mnie dużo robią geny, które odziedziczyłam po tacie i jego rodzince, gdzie problem z otyłością ma każda ciotka itp :/

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

Ja lubie ziemniaki pod każdą postacią Ale nie tłuste ;/ Czasem jak mama zrobi frytki to tez odsączam, bo takie swiezo wyjete z oleju sa strasznie tłuste... x.x Z miesa wolę schab, wątróbkę, nie lubię pieczonego kurczaka, jesli juz drób to tylko filety, kotlety drobiowe albo pasztety drobiowe, czy kiełbaski jakies udka z kurczaka czy skrzydełka odpadają bo tam jest pełno róznych żyłek i chrząstek, ktorych nienawidze ;/ Ja słodycze kocham i czasem nie moge się opanować, ale jak zjem ich troche to potem robi mi sie słodko i już do wieczora ich nie ruszam ;P
U mnie tez w genach są skłonności do tycia. Cała rodzinka po stronie taty ma problemy z otyłością. Od mamy tylko niektórzy. Gdyby ktoś przeciętny jadł tak mało co ja to pewnie miesiąca by nie przeżył...

KLIK - Zaadoptuj wirtualnego gryzonia i odmóżdżaj się ze mną xD http://www.thielusia.deviantart.com/gallery <- moje prace, zapraszam

Sprawdź w sklepie ladymakeup.pl:

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

zobaczyłam jeden filmik,na którym młody cielaczek idąc na rześ płakał....doslownie oglądałam to i płakałam jak bóbr razem z nim..zrozumialam ,ze mieso nie jest mi az tak bardzo potrzebne,bym umarła z głodu....prawda--mieso zawiera żelazo..zawsze myslalam- kurcze..?przestane jesc mięso ,bede miala anemie...tak..pod warunkiem jak nie wprowadzimy do diety WARZYW,które żelazo zawierają..jest ich mnóstwo i nie trzeba jesc miesa...przerobiłam rózne artykuły na temat mięs..i trzeba tez wspomniec ,że mięso przyczynia sie do róznych chorób...z miesa jem tylko ryby,jem tez jajka..wiem,że prawdziwy bezmięsowiec nie je tez jajek...odrzuciłam wieprzowine,wolowine i czerwone mieso..efekt jest taki ,że nigdy nie czulam sie lepiej fizycznie jak w momencie,.gdy jadlam mieso..a a nemii nigdy nie miałam,..po prostu cos we mnie pękło..ogladajac ten film(zawierał bardzo drastyczne sceny) musze powiedziec,ze gdy ide do sklepu i widze na półkach te mieso to autentycznie robi mnie sie niedobrze...(a myslalam ,że jestem na prawde odporna na takie filmy))

Rady dla początkujących

Aby przejść na dietę wegetariańską (lub wegańską) nie wystarczy przestać jeść mięso - mięso trzeba zastąpić różnorodnymi wartościowymi składnikami odżywczymi - kaszami, roślinami strączkowymi, warzywami, owocami, bo białe pieczywo, cukierki, kawa i herbata nie wystarczą do utrzymania zdrowia. Uważać także trzeba, aby nie przesadzić z ilością nabiału, którym wiele osób zastępuje mięso - organizmowi ludzkiemu wystarcza nieduża ilość białka i tłuszczu. Białka (i ziarna) w zbyt dużych ilościach powodują, że proces trawienny jest gnilny a nie fermentacyjny, co wywołuje wiele niekorzystnych procesów w organizmie.

Łatwym sposobem przejścia na wegetarianizm (weganizm) jest przyrządzanie potraw zgodnie z dotychczasowymi przyzwyczajeniami smakowymi i zdolnością ich przygotowywania. Gorące białe bułeczki, ciasta, kotlety można z czasem zamieniać na zdrowsze - roślinne wersje pieczywa, słodyczy, czy dań obiadowych - stopniowo osiągając coraz to wyższe stopnie wtajemniczenia.

Im pokarm jest bardziej naturalny tym lepiej, co oznacza, że zdrowsze są produkty naturalne a nie konserwowane czy chemicznie „polepszane", a ponadto im mniej przetwarza się naturalne produkty tym więcej korzyści ma z nich organizm. Lepiej jest nie obierać warzyw i owoców, a tego co można zjeść na surowo lepiej nie gotować, a jeśli już musimy zastosować obróbkę termiczną, to krótkie duszenie jest korzystniejsze niż długotrwałe gotowanie lub smażenie czy pieczenie.

Powinno się wybierać pożywienie pochodzące z rejonu w którym się mieszka i jest najlepsze w danym sezonie - taki pokarm jest najlepiej dostosowany do potrzeb organizmu. Latem świeże owoce schładzają ciało, a zimą duszone warzywa dostarczają ciepła.

Co jakiś czas dobrze jest oczyszczać organizm, a zwłaszcza wtedy, gdy zmienia się sposób odżywiania. Dobrą rolę oczyszczającą pełnią okresowe głodówki - nawet jednodniowe. Przed przystąpieniem do głodówki koniecznie trzeba oczyścić przewód pokarmowy np. siarczanem magnezowym zgodnie ze sposobem dawkowania załączonym do preparatu, a po zakończeniu głodówki należy spożywać lekkostrawne pokarmy w niedużych ilościach. Oczyszczanie odbywa się głównie poprzez jelita, wątrobę, nerki i skórę - o te organy warto więc zadbać na co dzień.

Na drodze wegetariańskiej dobrze jest zjednywać sobie przyjaciół i nie czynić wrogów. Wegetarianizm w Polsce staje się coraz bardziej popularny, ale zmiany w tym zakresie nie nastąpią z dnia na dzień, więc warto utrzymywać kontakty z osobami, które już są wegetarianami i mogą wesprzeć swoim doświadczeniem, ale także należy okazywać zrozumienie ludziom, którzy nie są wegetarianami i starając się wyperswadować wegetarianom ich szalone pomysły czynią to zgodnie z własną wiedzą, tradycją i dobrą wolą.

Aby uniknąć spożywania produktów pozyskiwanych poprzez zabijanie zwierząt należy nie tylko nie kupować mięsa, ale także sprawdzać skład wyrobów gotowych, bowiem wiele z nich zawiera produkty pochodzenia zwierzęcego jak np. żelatynę.

I ważna rada dla osób, które już nie jedzą mięsa ani jajek (jajka są de facto mięsem tylko w innej postaci - zawierają te same składniki), czyli dla wegetarian z dowolnym stażem, jest taka, by pamiętać o tym, że pożywienie to nie tylko materia, że pokarm, który przyrządzamy i który spożywamy w każdym momencie jest nasączany energią ducha, myśli, emocji i wszelkich doznań, i wraz z jedzeniem tę energię przyjmujemy. Starajmy się więc nasączać nasze pożywienie czystością, spokojem, dobrą myślą, serdecznością, lub wręcz koncentrujmy się na Bogu przyjmując pokarm z wdzięcznością i ofiarowując Bogu nasze życie, które trwa dzięki temu pokarmowi
Więcej można poczytać na tej stronie:
http://www.quanyin.pl/a217-wegetarianizm_weganizm.

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

Ja takich filmów widziałam całe mnóstwo. Ale jednak uwazam, że nawet jakbym z mięsa zrezygnowała to nie zrobi różnicy, bo zwierzęta i tak będa zabijane dla tych osób co mięso jedzą. A że zabijane sa w niehumanitarny sposób, tzn. męczone przed śmiercią - trzeba by było porządnie tyłki przetrzepać tym co to robią, ale to raczej wymaga hmm... innych środków niż sama rezygnacja z mięsa Tym zwyrodnialcom to krzywdy nie zrobi, tak naprawdę. Żeby cokolwiek to dało to wszyscy ludzie musieliby przestać jeść mięso, a to jest niemożliwe . Więc wychodzę z założenia, że moja ewentualna rezygnacja z miesa nic tu nie zmieni. Choć nie zamierzam z mięsa rezygnować
Racja, ze niektóre warzywa zawierają dużo żelaza. Ale ile można jeść tych warzyw? Ja bym oszalała gdybym miała w kółko jeść warzywa tyko po to by uzupełnić braki żelaza. Wolę mieć urozmaiconą dietę.
Prawda jest taka, że jeśli ktoś rezygnuje z miesa, powinien wiedzieć co robi. To znaczy, jeżeli nie będzie uzupełniać żelaza innymi źródłami, tak jak wspomniałaś warzywami, które je zawierają, to niestety, skończy się to anemią. Żeby trwale zrezygnować z mięsa, trzeba mieć na ten temat wiedzę, jak to zrobić, by sobie nie zaszkodzić. Inaczej to nie ma sensu... Wielu wegetarian nie ma anemii, ale oni są przygotowani i mają dostateczną wiedzę, co powinni jeśc, żeby nie doprowadzić się do braków żelaza. Niestety nie każdy tą wiedzę posiada i potem na tym tylko cierpi ;/ Najgorsze jest jak za dietę wege bierze się osoba, która nic o niej nie wie, jej wiedza ogranicza się do informacji, że trzeba zrezygnować z mięsa...
Co innego jak ktoś ma skłonności do anemii. Ja mam te skłonności po matce i cokolwiek bym nie zrobiła, nie podniosę sobie hemoglobiny ;/ Biorę żelazo w tabletkach i to nic nie daje... HGB waha sie miedzy 11, a 12, czasem wskoczy na 13 ale po jakimś czasie znów spada. Rezygnacja z mięsa, jajek itp byłaby dla mnie samobójstwem. Tym bardziej że ja w tym momencie nawet nie mam kasy na produkty zastępcze. Jadłam kiedyś buraki codziennie ale mi zbrzydły i już nimi rzygam dosłownie, nie moge na buraki patrzeć. Fasoli i groszku jeść nie mogę ze względu na problemy z żołądkiem i jelitami.

KLIK - Zaadoptuj wirtualnego gryzonia i odmóżdżaj się ze mną xD http://www.thielusia.deviantart.com/gallery <- moje prace, zapraszam

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

oczywiście,że to ,ze ja nie bede jesc miesa nie spowoduje ,ze nagle przestana zabijac zwierzęta i ze inni przestana je jesc..po prostu obejrzalam filmik i tak mnie to obrzydziło . musialam troche poczytac na temat tego ,co moge zastapic miesem...ryby mozna zrobic na mnóstwo sposobów,,z warzyw rozmaite sałatki..wiecej do kombinowania maja Ci co nie jedza ani ryb ani jajek ..ja jem mnóstwo ryb ,kasze gryczane,jęczmienne,i co wazniejsze dodalam do mojej diety zboża..świetna jest na przykład fasolka szparagowa podsmażana na maśle z dodatkiem bułki tartej..tak samo kalafior..warzywa tez mozna zrobic na wiele sposobów,jest mnóstwo przepisów w necie dla wegetarian..prawdziwą weganką nigdy nie będę bo ryby i jajka kocham nad zycie ..wędliny tez jadam,,..dlatego po to jest internet,że w razie wątpliwości jak ktos chce przejsc na Prawdziwy weganizm,mógł skorzystać z pprzepisów na rózne dania,bo jak zrezygnuje totalnie ze wszytskiego a będzie jadł tylko fasolke i groszek ,to sobie zrobi na pewno kuku ..taką małą ciekawostkę wam podam. moje male lubia miesko..ta mlodsza nie wyobraza sobie np aby w zupie nie bylo mieska..jak jej podaje sama zupe ,to wrecz pyta gdzie miesko..i jak tu takiemu brzdącowi nie podać..sa jeszcze za male ,abym zrezygnowala im totalnie z miesa,ale ograniczam sie do kurki....poza tym kurka im w zupie najlepiej smakuje..

Re: Odchudzanie - czyli jak tego nie robić.

No i bardzo dobrze, że najpierw o tym poczytałaś Przechodzenie na wegetarianizm bez przemyślenia i wiedzy nie jest zbyt rozsądne... Znam kilka takich osób, które tak zrobiły, jedna z nich wylądowała w szpitalu, bo poza warzywami, owocami i chlebem nie jadła nic więcej. Totalnie zrezygnowała ze wszystkiego co jest pochodzenia zwierzecego, w tym mleko, jajka, ryby. Nawet żelaza w tabletkach nie uzupełniała, bo mają żelatynową otoczkę, a żelatyna jest od zwierząt. A potem się zdziwiła jak nie miała już na nic siły i ledwie ją odratowali bo miała bardzo niską hemoglobinę ;/

KLIK - Zaadoptuj wirtualnego gryzonia i odmóżdżaj się ze mną xD http://www.thielusia.deviantart.com/gallery <- moje prace, zapraszam