Ciąża i ... co dalej?!

  • 2013-01-23, o 00:37
  • 56
  • 11 275
  • 25
  • 37

Ciąża i ... co dalej?!

Ta strona jest niesamowita... Zazwyczaj gdy jest mi źle wchodzę na forum i czytam o wszystkim o czym piszecie, nie zawsze się udzielam, nieraz nie mam ochoty, czasami czytam jak niektóre z Was dzielą się swoimi troskami, radościami, przeżyciami... To jakoś mnie uspokaja Ostatnio w mojej głowie nie dzieje się dobrze, zauważyłam to nie tylko ja, ale również moi bliscy. Jest mi strasznie ciężko o tym pisać, ale tak naprawdę nie mam z kim o tym pogadać, jest to uznane za tzw temat "tabu". Jak coś zaczynam mówić to słyszę tylko: "nie myśl o tym, tak miało być, tak musiało być! Lepiej, ze tak się stało niż miało się urodzić i cierpieć!"... znalazłam tutaj jeden wątek o ciąży.. "Ciążą- od starania do porodu" jeden jedyny.. Wiem to jest forum o makijażu itp.. Ale tutaj czuję się jak u siebie... Bardzo trudny temat, ale może znajdę kogoś kto doskonale mnie rozumie, kto przeżył taką tragedię jak ja i będzie potrafił mnie wysłuchać i pomoże odnaleźć spokój ducha... ?

Re: Ciąża i ... co dalej?!

Hm straciłaś dziecko czy usunęłaś ?

Re: Ciąża i ... co dalej?!

Jakbym usunęła nie miałabym takiego żalu do losu...

Re: Ciąża i ... co dalej?!

Możesz się z nami podzielić...na pewno dostaniesz wsparcie od innych forumowiczek:) Ważne by się nie załamywać...

Sprawdź w sklepie ladymakeup.pl:

Re: Ciąża i ... co dalej?!

rozumiem, ale są kobiety, które za namową np partnera usuwają, a potem strasznie żałują i cierpią..dlatego o to zapytałam. wieczorem Ci odpisze..

Re: Ciąża i ... co dalej?!

Ja równiez straciłam.. 3 lata temu w drugim miesiącu.
Nie jestem psychologiem, ale może spróbuj to co ja zrobiłam: napisz list do tego dziecka, napisz w nim swoje smutki jak ci bardzo ciężko z tego powodu, jakie mu nadałaś imię (nie ważne że nie znałaś płci dziecka).. teraz tez nie wiem czy jesteś osoba wierzącą w Boga, bo ja jestem i to dziecko powierzyłam Bogu i codziennie się za nie modlę.

Re: Ciąża i ... co dalej?!

Nie przeżyłam takiej tragedii, więc może nie powinnam tu pisać. Nie mogę powiedzieć, że wiem jak się czujesz i trudno mi to sobie wyobrazić. Współczuję Ci. Jeśli ktoś Ci mówi, że masz o tym nie myśleć, to wydaje mi się to niemożliwe. Masz prawo do żałoby, do przeżywania tej tragedii. To są ludzkie uczucia. Tak samo nie można powstrzymać radości czy miłości. Masz prawo się wypłakać, nie dusić w sobie, wylać żal.

http://historiawlosow.blox.pl/html

Re: Ciąża i ... co dalej?!

Również uważam że każdy powinien wyrażać to co czuje po stracie najbliższej osoby,nie wolno tego tłumić bo to szkodzi własnej psychice,raczej otwarcie wyrażać gniew,żal i rozpacz,musi każda osoba przebyć własna drogę przez cierpienie,żałobę,a ona powinna trwać tak długa ile jest nam samym potrzebna ... Ja nie straciłam nikogo,zresztą walczę o dziecko od dłuższego czasu i ja czuje comiesięczny żal do losu o to że się nie udaje nam począć dziecka... Pewnie Ciebie nie zrozumie nikt kto nie przeszedł przez to samo co Ty,ale na pewno wiele z nas Ci szczerze współczuje i życzy jak najlepiej i jak najmniej smutków. Czas leczy rany i w tym przypadku on jest potrzebny najbardziej.

Re: Ciąża i ... co dalej?!

Może zacznę w skrócie od początku... prawie 3 lata temu wyszłam za mąż, później urodziłam wspaniałą córeczkę, która niedawno skończyła 2 latka, doszliśmy z mężem do wniosku, ze to już czas na kolejną pociechę. Więc pod koniec lipca zaczęliśmy działać Byłam pewna, ze to będzie takie łatwe jak z pierwszą niespodzianką , ale okazało się, ze pierwszy test negatywny, drugi też więc szczerze mówiąc zwątpiłam w siebie a przy trzecim byłam już szczęśliwa Wizyta u lekarza, bardzo wczesna ciąża początek 5 tyg. czułam się tak jak na ciążę przystało- dziwnie dla mnie to była nowość, bo poprzednią przeżyłam bezobjawowo Kolejna wizyta 7 tydzień i cudowny obraz bijącego serduszka mojego maleństwa. Byliśmy tacy szczęśliwi, ze kolejny kochany robaczek będzie z nami. mijały dni, tygodnie i zbliżał się kolejny termin wizyty i kończył się już 11 tydzień, myślałam sobie "w końcu ten najgorszy czas mija". Do lekarza szłam z wielkim uśmiechem na twarzy, ze znów zobaczę moje maleństwo, jego już rączki, nóżki, główkę i pukające serduszko. Czyż to nie cud, ze w ciągu tych kilkudziesięciu dni zmieniło i rozwinęło się w nim tak wiele? Pierwszą kłodą pod nogi było sprawdzenie wagi, to ze nie wzrosła wcale mnie nie zdziwiło, ze "spadła" o kilo również, co to tam 1 kg. ale przeraziły mnie słowa pani położnej.. "coś chyba jest nie tak" .. Jak to nie tak, o czym Pani mówi?! O wszystkim dowie się pani podczas badania... Pomyślałam sobie "co ona gada, co ona może wiedzieć?! Przecież Są kobiety, które chudły w ciąży i było dobrze" ! Czekałam na swoją kolej jak na szpilkach chciałam wejść i jak najszybciej wyjść żeby pokazać tej zarozumiałej babie, ze niepotrzebnie straszy ludzi... Lekarz, gdy mnie badał zazwyczaj żartujący i śmiejący się wydał mi się jakiś dziwny, ale co tam stwierdzam, ze ma zły dzień, każdemu się zdarza. Ja go zagaduje, a on milczy, ja się pytam czy wszytko ok, a on milczy, w końcu zaczęłam panikować "Panie doktorze czy moje dziecko ma rączki, nóżki tak jak trzeba?!" "Proszę się uspokoić za chwilę wszystko wyjaśnię." Nie wiem ile ta chwila trwała... dla mnie były to wieki. W końcu odzyskał mowę i powiedział coś w stylu "Ciąża przestała się rozwijać" Cooo? Co to znaczy? Co Pan do mnie mówi??!! "Ciąża obumarła, a serduszko przestało bić około 8 tyg, dziecko nie żyje"... Nie wiem jak zeszłam z fotela, nie pamiętam co do mnie mówił... mój świat się zawalił... moje dziecko "nie żyje" te słowa nadal dudnią mi w uszach z taką siłą co przejeżdżający nieopodal pociąg. Jak to "nie żyje"! Najgorszy dzień mojego życia 26 październik 2012. Dzień, który nie chciał się skończyć, nie mogłam spać, jeść tylko płacz i żal do losu, że to spotkało właśnie mnie... dlaczego akurat mnie skoro moje pierwsze dziecko poczęło się i urodziło bez żadnych problemów... Pewnie nigdy się nie dowiem dlaczego się tak stało, dlaczego mnie sie tak stało!! Bratowa na ten sam dzień ma (lub miała) termin co ja, kuzynka tydzień wcześniej,i jak patrze na ich zdjęcia i rosnące brzuszki to moje serce pęka, krzyczy z żalu! Moje dziecko nie dostało szansy na życie... Tak, wiem może tak lepiej, ze tak się stało, na pewno nie stało się to bez przyczyny coś musiało być nie tak, skoro moje dziecko nie przeżyło... Ale żadnemu wrogowi nie życzę takiej tragedii, inaczej tego nie mogę nazwać moja własna życiowa tragedia... Na zawszę będzie w moim sercu nie jako córeczka czy synek, tylko jako moje maleństwo... Łzy powoli wysychają, a miejsce w sercu i pamięci zajęło do końca mojego życia... Czasem odwiedza mnie we śnie, przytulam dziecko, którego nie znam, ale jest mi wielce bliskie, płaczę kiedy odchodzi...

Re: Ciąża i ... co dalej?!

O Jezu aż mam ciarki normalnie. Nie masz pojęcia jak jest mi przykro. I wiem, że to wcale nie jest tak łatwo zapomnieć i nie myśleć. Strata bliskiej osoby to jest chyba najgorsza rzecz jaka może nas spotkać w życiu. Przeżywając taką tragedię właśnie myślę, że najlepiej jest się wypłakać, nawet wykrzyczeć. Może nie przeżyłam śmierci dziecka jak Ty, ale dla mnie taką tragedią była niespodziewana śmierć mojej babci. Nie chorowała i pewnego dnia nagle przyjeżdża wujek i mówi, że babcia po prostu się nie obudziła. Dla mnie to był osobisty koniec świata. Też zapamiętam ten dzień do końca życia i tak jak mówisz, ten dzień trwał wieczność, nie chciał się skończyć. I wiesz co też właśnie napisałam list do babci. To się może komuś wydawać głupie, ale napisałam tam wszystko co chciałam powiedzieć a nie zdążyłam i włożyłam ten list w dniu pogrzebu do trumny.

„Błogosławieni Ci, którzy nie potrafią kochać, albowiem ich serc złamać się nie da"(Albert Camus)

Re: Ciąża i ... co dalej?!

Klaudusia mi się to nie wydaje głupie, bo ja tez napisałam list i dlatego poradziłam to badbutterfly.
Ja swoje straciłam w domu, dlatego mogłam zakopać na cmentarzu (nie mogłabym ot tak spłukać, wyrzucić)